Jako kandydat do Rady Miasta w Świdnicy, po części uczestniczę w tym "Wyborczym Zamieszaniu". Jednak uważam, że wszystko trzeba robić z głową. Wręcz wskazane byłoby w takich działaniach dobre praktyki i zasady. Jednak ludzie w myśl zasady,gdy coś nie jest zabronione to jest dozwolone, będą robić dosłownie wszystko. Rozmawiając z innymi osobami okazało się, iż mamy podobne spostrzeżenia.
Kandydaci do RM wieszają plakaty gdzie popadnie i w każdym dostępnym miejscu. Niestety tutaj na straży stoi prawo i przepisy miejscowe. W celu powieszenia ulotki w bramie, sklepie, słupie należy mieć zgodę podmiotu zarządzającego. Zastanawia mnie kto będzie po wyborach ściągał te plakaty , banery i jak długo będą one wisieć i coraz bardziej straszyć. Podobnie wygląda dla mnie sytuacja z ulotkami. Bramy, skrzynki są nimi
dosłownie zarzucane. Dziś można nawet wynająć usługę ich rozniesienia
do każdej skrzynki czy też wycieraczki. Prawda jest taka, iż 90% z tych
ulotek ląduje na skrzynce, a obowiązek ich sprzątania spada na
lokatorów. Osobiście wyrzuciłem już ze swojej skrzynki na listy około 50 ulotek do śmieci. O wiele więcej znajduje się w różnych miejscach w bramie. Zastanawia mnie sens tych ulotek. Wątpię, aby mieszkaniec choćby rzucił na taki papier okiem, przed wyrzuceniem go do śmieci. Dla mnie osobiście nieciekawe jest zachowanie kandydata, który chodząc po osiedlu rozdaje swoje ulotki dzieciom. Oczywistym jest, iż nie jest to zabronione. Jednak od takiego kandydata na Radnego wymaga się przynajmniej jakieś elementarnego wyczucia i zachowania etycznego.
Podobnie wygląda sytuacja z banerami. Jest ich coraz więcej i więcej. Szczerze wątpię, aby 20 czy 30 banerów powieszonych w różnych miejscach jakoś znacząco wpłynęło na wynik przy urnie. Jak grzyby po deszczu wyrastają udawane rusztowania, miejsca postojowe platform reklamowych czy reklamy na autach. Takie reklamy nie zasilają budżetu miasta, a jedynie przysłaniają krajobraz. Wczoraj też, zauważyłem wielki plakat na słupach, który udaje Urzędowe obwieszczenie wyborcze. Taka forma plakatu niepotrzebnie wprowadza (szczególnie ludzi starszych) w błąd.
Na koniec moje ulubione krzykaczki. Są to auta z doczepioną platformą z plakatem kandydata i głośnikami zachwalającymi pod niebiosa wybranego przedstawiciela ludu. Zwykły szary obywatel pragnący spokoju po pracy już nie tylko jest atakowany przez wszechobecne banery, wysypujące się ze skrzynki ulotki czy wizyty domowe kandydatów. Nawet korzystając na balkonie z ostatnich promieni jesiennego słońca słyszy, iż jego przyszłość musi być związana z tym czy innym kandydatem.
Kolejnym aspektem są wyborcze wizyty i spotkania kandydatów z Wyborcami. Osobiście byłem świadkiem jak jeden z kandydatów, dosłownie biegł na ludźmi chcąc oświecić ich swoimi planami i zamierzeniami. Większość moich sąsiadów przeżyło od 4 do 6 wizyt kandydatów do różnych Rad, Sejmików czy innych. Niektórzy przychodzili dwukrotnie! Ludzie najzwyczajniej w świecie nie mogą nawet usiąść po pracy czy otworzyć lodówki, a tu już ktoś puka i plącząc się tłumaczy swoją wizję naszej małej ojczyzny. Oczywiście nie neguję całkowicie rozmów z mieszkańcami miasta, ale chodzi mi o formę takich rozmów. Podczas rozdawania ulotek na ulicy (publicznym miejscu) osoby chętne same zatrzymają się i porozmawiają.
Prawda wg. mnie jest taka, iż na kandydata ubiegającego się o mandat Radnego zagłosują tylko znajomi, którzy widzą w nim odpowiednią to tego osobę. Przesadna kampania nie ma większego sensu. Kandydat ubiegający się o drugą kadencję przez cztery poprzednie lata powinien zrobić tyle dobrego, aby jego wybór przez wyborców był tylko formalnością. Jednak niestety rzeczywistość pokazuje zupełnie coś innego.
Teraz pora wyjść nieco za najbliższą dzielnicę i zobaczyć co dzieje się w wyższych kręgach kandydatów. Każdy zapewnia i oczernia poprzedników. Niektórzy tylko oczerniają. Żaden nie proponuje tylko sensownej i konkretnej autoprezentacji. Niektórzy Księża podczas mszy świętej w czasie ogłoszeń nie tylko zachęcają do wzięcia udziału w wyborach, ale nawet zachęcają do głosowania na konkretnego kandydata. Jak dla mnie jest to już bardzo nieetyczne.
Nagrody, zasługi, wyróżnienia i afery sypią się jak karty z rękawa czarodzieja. Jeżeli tak wygląda praca samorządowa według kandydatów to jak będzie ona wygląda już po objęciu władzy?
I jeszcze na koniec moje ulubione sondaże. Od jakiegoś czasu trwa w najlepsze szaleństwo portali społecznościowych. Konkursy, ankiety i temu podobne wydarzenia zbierają żniwo wśród znajomych. Przykładowo ktoś zamieszcza obrazek w konkursie i kryterium wygranej jest ilość głosów oddanych przez internautów. Niestety sporo osób wysyła prośbę do swoich znajomych o oddanie głosu. Niestety najczęściej wygrywa obrazek nie najładniejszy, ale ten z największą ilością głosów "po znajomości".
Każdy sondaż czy ankieta to tylko badanie na jakiejś grupie ludzi. Jeżeli zapytamy się 100 osób o preferowanego kandydata to ludzie przed kościołem, galerią, rynku czy różnych porach dnia odpowiedzą inaczej. Każde takie badanie jest w pewien sposób opiniotwórcze. Rozumiem sondaż internetowy na Prezydenta Świdnicy. Jednak nie widzę sensu w głosowaniu na poszczególnych Radnych. Otrzymałem już kilka informacji, iż ludzie proszą o głosowanie na znajomego kandydata. W tym przypadku wynik głosów przy Radnym nie pokazuje jego rzeczywistego poparcia w okręgu, ale liczbę znajomych, którzy oddali na niego głos. Głos, który może być oddany przez każdego, a nie tyko przez osobę z okręgu. Co smutne to wynik sztucznie podkręcony przez akcję sms-ową. Gdyby nie było to dla mnie nieetyczne też mógłbym wysłać do 100 osób prośbę o oddanie głosu. Tylko co ten wynik by pokazał? Niestety w tym przypadku ludzie bez skrupułów będą mieli więcej głosów. Szkoda tylko jeżeli taki wynik zainspiruje niezdecydowanego wyborcę.
Jako kandydat odwiedziłem osoby, które mnie znają. Chętnym zostawiałem ulotki. Jeżeli mam zostać Radnym to ludzie, którzy widzą we mnie swojego kandydata, oddadzą na mnie głos. Nie uważam, żeby zarzucanie bram ulotkami, męczenie obcych ludzi w domach mogło do tego się przyczynić. Powiesiłem swoje plakaty na dwóch słupach miejskich służących do wywieszania płatnych ogłoszeń. Czworo właścicieli sklepów powiesiło na witrynie moje plakaty. Tyle. Nic na siłę.
Cóż...pozostaje powiedzieć niech wygra lepszy. Jednak trafniej powinno się życzyć niech wygra ten najbardziej uczciwy i nadający się do funkcji Radnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz